PROLOG
Jeśli opuszczę ten dom, to tylko w kajdankach.
Powinnam była stąd uciec, kiedy miałam jeszcze szansę. Teraz jest już po wszystkim. Teraz, kiedy policjanci są w domu i odkryli, co jest na górze, nie ma już odwrotu.
Pięć sekund dzieli mnie od odczytania mi moich praw. Nie wiem, czemu jeszcze tego nie zrobili. Może mają nadzieję, że mnie podpuszczą i powiem coś, czego nie powinnam.
Powodzenia.
Gliniarz z przyprószonymi siwizną czarnymi włosami siedzi obok mnie na sofie. Poprawia swoje przysadziste cielsko na włoskiej skórzanej kanapie w kolorze ciemnego karmelu. Zastanawiam się, jaką kanapę ma w domu. Jestem pewna, że nie kosztowała pięciu kawałków, jak ta. Pewnie w jakimś tandetnym kolorze, na przykład pomarańczowym, całą w zwierzęcej sierści i z wieloma przetarciami na szwach. Zastanawiam się, czy myśli o swojej sofie i marzy o tym, by mieć taką jak ta.
Choć bardziej prawdopodobne jest, że myśli o tym trupie, którego znaleźli na strychu.
– Wróćmy do tego jeszcze raz – mówi policjant ze swoim nowojorskim akcentem. Przedstawiał się wcześniej, ale wyleciało mi z głowy. Policjanci powinni nosić jaskrawe tabliczki z nazwiskiem. Jak inaczej człowiek ma zapamiętać ich nazwiska w tak stresującej sytuacji? Wydaje mi się, że jest detektywem. – Kiedy znalazła pani ciało?
Milczę, zastanawiając się, czy to dobra pora, by zażądać adwokata. Czy oni nie powinni mi tego zaproponować? Nie znam się na protokołach. Po chwili odpowiadam:
– Jakąś godzinę temu.
– Przede wszystkim: po co tam pani poszła?
Zaciskam usta.
– Już mówiłam. Usłyszałam jakiś hałas.
– I…?
Policjant nachyla się do przodu, jego oczy są szeroko otwarte. Ma szorstki zarost na podbródku, jakby się rano nie ogolił. Spomiędzy jego ust wystaje czubek języka. Nie jestem głupia – doskonale wiem, co chce ode mnie usłyszeć.
Zrobiłam to. Jestem winna. Zabierzcie mnie.
Zamiast tego odchylam się na oparcie sofy.
– To wszystko. Nic więcej nie wiem.
Na twarzy detektywa maluje się rozczarowanie. Porusza szczęką, rozmyślając o dowodach, jakie dotychczas zostały znalezione w tym domu. Zastanawia się, czy to mu wystarczy, by zakuć moje nadgarstki w kajdanki. Nie jest pewien. Gdyby był, już by to zrobił.
– Hej, Connors!
To głos drugiego policjanta. Odwracam wzrok i spoglądam w kierunku szczytu schodów. Stoi tam ten drugi, dużo młodszy glina, i trzyma się kurczowo poręczy. Jego gładka twarz jest blada.
– Connors – mówi młodszy policjant. – Musisz tu przyjść, natychmiast. Musisz coś zobaczyć. – Nawet z dołu schodów widzę, jak jego grdyka drga. – Nie uwierzysz.
Pomoc domowa
Millie każdego dnia sprząta piękny dom Winchesterów. Odbiera ich córkę ze szkoły. Gotuje pyszny posiłek dla całej rodziny, zanim uda się na górę, aby zjeść samotnie w moim małym pokoju na poddaszu. Stara się ignorować to, jak Nina robi bałagan tylko po to, by patrzeć, jak pomoc domowa musi go posprzątać. Jak opowiada dziwne kłamstwa o własnej córce. I to, że jej m...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio
e-book