Prolog
Oto jak odbiera się komuś życie.
Stoisz przy jego łóżku i patrzysz, jak śpi. Ma mocny sen. Wiesz, że tak jest, bo obserwujesz go od półtora miesiąca. Nie ryzykujesz. Przygotowujesz się. To jest właśnie ten sekretny sos. Nie ma powodu do pośpiechu. Czekanie stanowi dużą część życia. „Liczy się sama podróż, a nie jej cel”. Pamiętasz, że powiedział to student wygłaszający mowę pożegnalną na uroczystości wręczenia dyplomów w college’u. To frazes, stare porzekadło, ale utkwiło ci w pamięci. Nie jest do końca prawdziwe, w żadnym razie, ale podczas długich, samotnych nocy przypomina ci, że radość mogą – i muszą – sprawiać zarówno oczekiwanie, jak i nuda.
Ponieważ jesteś dobrze przygotowany, wiesz, że przed snem lubi wypić kieliszek koniaku. Nie co wieczór, ale prawie. Gdyby dzisiaj nie wypił, musiałbyś odłożyć to na kiedy indziej. Nie spiesz się. Nie ryzykuj. Człowiek cierpliwy dopnie swego, ryzykując niewiele albo wcale.
Przygotowanie i cierpliwość – wszystko sprowadza się do tych dwóch rzeczy.
Ponieważ od dawna go obserwujesz, wiesz, że w atrapie kamienia ma skrytkę i trzyma w niej zapasowy klucz. Tak udało ci się wejść rano do domu i przyprawić jego koniak. Tak też wszedłeś tu wieczorem.
Przez jakiś czas na pewno się nie obudzi.
W kuferku w górnej szufladzie nocnego stolika trzyma glocka 19. Kuferek nie ma zamka szyfrowego, tylko biometryczny, na odcisk palca. Mężczyzna mocno śpi, więc ujmujesz jego kciuk i przytykasz go do czujnika. Mechanizm zamka cicho terkocze i wieko odskakuje.
Wyjmujesz pistolet.
Ty jesteś w rękawiczkach. On oczywiście nie. Oplatasz uchwyt glocka jego palcami, tak żeby zostawiły odciski w odpowiednich miejscach. Potem ostrożnie wkładasz broń do plecaka. Masz chusteczki higieniczne i plastikowe torebki. Zawsze je ze sobą zabierasz. Na wszelki wypadek. Przytykasz chusteczkę do jego ust i zgarniasz trochę śliny. Potem wkładasz chusteczkę do torebki, a tę umieszczasz w plecaku, obok pistoletu. Niewykluczone, że ślina nie będzie ci potrzebna. Może się okazać, że przesadziłeś. Ale przesada często się opłaca.
Twoja ofiara wciąż leży na plecach.
Uśmiechasz się, nie możesz się powstrzymać.
Lubisz tę część operacji. Lubisz bardziej niż samo zabijanie. Zabijanie to czynność stosunkowo prosta i zwykle szybka.
Ale to, aranżacja zbrodni, to prawdziwe dzieło sztuki.
Jego telefon leży na nocnym stoliku. Przełączasz go na tryb cichy i też wkładasz do plecaka. Wychodzisz z sypialni. Kluczyki do audi wiszą na haczyku obok kuchennych drzwi. Pod tym względem jest bardzo skrupulatny. Wraca do domu i je tam wiesza. Zawsze. Więc je bierzesz. Na dokładkę chwytasz jedną z jego czapek baseballowych, które trzyma na wieszaku. Wkładasz ją. Czapka prawie pasuje. Zakładasz ciemne okulary. Wiesz, że musisz być ostrożny.
Wsiadasz do audi i jedziesz do niej.
Mieszka w wynajętym przez Airbnb domu nad spokojnym jeziorem w Marshfield. On o tym nie wie. Ty wiesz, bo się przygotowałeś. Kiedy odkryłeś, że tam pojechała – że nic nikomu nie mówiąc, chciała się przed nim ukryć – doszedłeś do wniosku, że już czas. By zostawić ślad w wyszukiwarce internetowej, wyjmujesz jego komórkę i wpisujesz adres.
To dom w stylu Cape Cod. Kobieta mieszka w nim od tygodnia. Rozumiesz, dlaczego zrobiła ten krok, ale jest to dla niej tylko tymczasowe rozwiązanie. Parkujesz na ulicy. Jest późno. Druga w nocy. Ale wiesz, że ona jeszcze nie śpi. Dlatego zostawiasz samochód nieco dalej, przed pustym domem letniskowym.
Wyjmujesz pistolet z plecaka.
W kuchni pali się światło. I to tam musisz jej poszukać.
Zataczasz krąg i zaglądasz przez okno.
Jest.
Siedzi sama przy stole, z filiżanką herbaty i książką. Jest ładna. Ma pospiesznie związane z tyłu ciemnoblond włosy. I podwinięte nogi. Sprawia wrażenie wychudzonej, ale to pewnie rezultat stresu. Całkowicie skupia się na książce. Ma na sobie dużą męską koszulę. Zastanawiasz się czyją. Jego? Byłoby to dziwaczne i trochę makabryczne, ale taka jest większość życia.
Wciąż obserwując ją przez okno, ostrożnie przekręcasz gałkę klamki.
Nie chcesz narobić hałasu. Nie chcesz jej wystraszyć.
Drzwi są zamknięte na klucz.
Patrzysz na klamkę. Jest stara. A zamek słaby. Gdybyś miał przy sobie narzędzia, mógłbyś go szybko otworzyć. Ale nie, tak jest chyba lepiej. Znów zerkasz przez okno. Wtedy ona podnosi wzrok i widzi twoją twarz.
Z zaskoczenia rozszerzają się jej oczy.
Zaraz zacznie krzyczeć. Nie chcesz, żeby krzyczała.
Jesteś nieostrożny. Znowu. Mimo starannego planowania ostatnim razem popełniłeś błąd. Nie możesz pozwolić sobie na kolejny.
Dlatego się nie wahasz.
Wymierzasz kopniaka w miejsce tuż pod klamką. Stare drzwi łatwo ustępują. Wchodzisz do domu.
– Proszę. – Kobieta wyciąga przed siebie ręce, w jednej wciąż trzymając książkę. – Proszę, nie rób mi krzywdy.
Strzelasz dwa razy w pierś.
Kobieta upada. Podbiegasz do niej i sprawdzasz puls.
Nie żyje.
Wyjmujesz chusteczkę z plastikowej torebki. Zostawiasz ją na podłodze. Przysięgli uwielbiają DNA. Wychowali się na programach telewizyjnych wyolbrzymiających cuda technologii. Podczas procesu o morderstwo zawsze na nie liczą. Jeśli brakuje dowodu rzeczowego w postaci DNA, nabierają wątpliwości.
Wszystko trwa niecałe piętnaście sekund.
Wystrzał narobił hałasu. Na pewno. Większość ludzi założy jednak, że to tylko fajerwerki czy wystrzał gaźnika, albo znajdzie inne, równie niewinne wytłumaczenie. Ale i tak nie ma powodu, by zwlekać. Wracasz do samochodu. Nie martwisz się zbytnio tym, że ktoś może zobaczyć, jak biegniesz. Jeśli jednak sprawy przybiorą najgorszy obrót i ktoś cię zauważy, dostrzeże tylko mężczyznę w czapce, biegnącego do samochodu zarejestrowanego na jego nazwisko, a nie twoje.
To na pewno pomoże.
Wsiadasz i ruszasz. Czujesz się dziwnie. Zabijanie bardziej podnieca twoją drugą połowę, ale ty często czujesz się potem osobliwie pusty. To trochę jak z seksem, prawda? Nie wchodząc w szczegóły techniczne, przypomina to swoisty bezwład po orgazmie, to, co Francuzi nazywają la petit mort, małą śmiercią. Właśnie tak się teraz czujesz. Czujesz się tak przez pierwsze trzy, cztery kilometry, odtwarzając w głowie chwilę zabójstwa, sposób, w jaki kobieta upadła na podłogę. Jesteś podniecony, ale jakby…
Pusty?
Spoglądasz na zegarek. Tamten nie obudzi się jeszcze przez trzy godziny. Masz mnóstwo czasu. Jedziesz do niego. Parkujesz na jego miejscu.
Uśmiechasz się. Ta część operacji daje ci najsilniejszego kopa.
Audi jest wyposażone w system śledzenia, więc policja szybko odkryje, gdzie dzisiaj było. Wchodzisz do domu. Wieszasz kluczyki na haczyku. Czapkę zatrzymujesz – mogą być na niej twoje włosy. Po co ryzykować? Jeśli śledczy zauważą, że zniknęła, pomyślą, że po zabójstwie gdzieś ją wyrzuciłeś.
Idziesz na górę, do sypialni. Kładziesz komórkę na nocnym stoliku. Podłączasz ją nawet do ładowarki. Podobnie jak z samochodem, policja zdobędzie nakaz sądowy, który zmusi operatora do wydania namiarów lokalizacyjnych, a te udowodnią, że w chwili morderstwa telefon był w tamtym domu.
Ponownie korzystając z jego kciuka, otwierasz kuferek. Wkładasz pistolet do środka. Zastanawiasz się, czy nie zostawić go po prostu obok łóżka, ale nie, bez przesady. Za domem jest szopa. Bierzesz kuferek i ukrywasz go pod workami z torfem. Policja wie, że facet ma legalnie zarejestrowanego glocka. Przeszukają całą posiadłość i na pewno go znajdą.
A balistyka potwierdzi, że zabójstwa dokonano z użyciem tego właśnie narzędzia.
Audi. Telefon. DNA. Pistolet. Już dwie z tych rzeczy wystarczyłyby do tego, by go skazać.
Dla niej koszmar się skończył.
Dla niego dopiero rozpoczął.
POMYŚL DWA RAZY. Myron Bolitar
Trzy lata temu agent sportowy Myron Bolitar wygłosił mowę podczas ceremonii pogrzebowej swojego klienta, znanego trenera koszykówki Grega Downinga. Myron i Greg byli niegdyś zaciekłymi rywalami, a później nieoczekiwanie zostali partnerami biznesowymi. Dla Myrona ich relacja, jakakolwiek by była, należała już do przeszłości – aż do teraz, kiedy dwóch agentów federalnych przekrac...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio