W oddali zza zakrętu wyłonił się tir. Miał mocne reflektory, które oświetliły siedzącą obok kobietę. Gdy pojazdy się mijały, jasna wiązka omiotła jej dłonie i fragment skrytej pod kapturem twarzy. Zacisnął zęby i zaklął pod nosem. Źle zrobił. Nie przemyślał tej decyzji, a teraz jest już za późno. Cokolwiek zrobi z niechcianą pasażerką, prędzej czy później przyjdzie mu za to zapłacić. Nie wywinie się. Dopadną go i trafi za kratki.
Gdy minął skręt w drogę pożarową, przez głowę przeleciała mu pewna myśl. Nagle stała się bardzo kusząca. Miał w bagażniku łopatę. Poradziłby sobie w godzinę, może dwie. Miał w tym doświadczenie. Zdążył odpokutować. Dwanaście lat w ciężkim więzieniu w podwrocławskim Wołowie to był trudny czas. Ale dał radę. Łza w kąciku lewego oka przypominała mu o tym każdego dnia.
Niebo znów rozbłysło świetlistą pajęczyną, chwilę później piorun gruchnął tuż nad jego głową. Był potężny, ogłuszający. Kobieta szarpnęła się gwałtownie, a następnie podkurczyła nogi do klatki piersiowej i schowała głowę między kolana. Nie miała zapiętych pasów.