Dyszał ciężko, serce łomotało mu w piersi. Kolejne pioruny waliły wściekle, pajęczyna błyskawic rozświetlała niebo, a korony drzew uginały się pod naporem wichury. Z niezdrową fascynacją ponownie zerknął na podkurczone nagie nogi pasażerki i poczuł, że znów zbiera mu się na wymioty.
Skąd pewność, co powie na policji? Żadna! Odpowiesz za to. Na pewno!
Wskazówka prędkościomierza pokazywała, że jedzie sto pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Zarzynany silnik starej mazdy wył, narzędzia w bagażniku tłukły się przy każdym ostrzejszym zakręcie. Młotek, cęgi, piła do metalu, palnik acetylenowy i masa innych, które można wykorzystać na wiele sposobów. Ta myśl spowodowała, że znów spojrzał na nagie uda pasażerki. Zacisnął palce na kierownicy. Jego bagażnik był jednym wielkim dowodem winy.
Nie odpuszczą ci i będziesz siedział. Prokurator tego dopilnuje. Jesteś złodziejem i bandytą. Nikt ci nie uwierzy! Nikt, kurwa!