Zabić drozda
Harper Lee — Komiksy i graficzne

Dill się zaru­mie­nił, a Jem kazał mi mil­czeć, co nie­chyb­nie ozna­czało, że Dill został prze­zeń dosta­tecz­nie spraw­dzony i zaak­cep­to­wany. Resztę lata spę­dzi­li­śmy na upra­wia­niu typo­wych przy­jem­no­ści, to jest: prze­bu­do­wu­jąc domek usy­tu­owany w kona­rach wiel­kich mio­dli, które rosły na naszym podwó­rzu, awan­tu­ru­jąc się i prze­ra­bia­jąc listę dra­ma­tów podwór­ko­wych opar­tych na dzie­łach Oli­vera Optica, Vic­tora Apple­tona i Edgara Rice’a Bur­ro­ughsa. Dobrze, że był z nami Dill – odgry­wał w tych insce­ni­za­cjach role, które daw­niej nale­żały do mnie: był małpą w Tar­za­nie, panem Crab­tree w The Rover Boys czy panem Damo­nem w Tomie Swif­cie. Stał się naszym kie­szon­ko­wym Mer­li­nem z głową pełną eks­cen­trycz­nych pomy­słów, dzi­wacz­nych tęsk­not i oso­bli­wych upodo­bań.

Jed­nakże pod koniec sierp­nia nasz reper­tuar stra­cił na atrak­cyj­no­ści od nad­miaru przed­sta­wień i wła­śnie wtedy Dill pod­su­nął nam pomysł wywa­bie­nia Boo Radleya.