Nic dziwnego, że na wieść o zaproszeniu kachetyjskich książąt, porzucając trudy i znoje, ochoczo wyruszyli w wędrówkę na południową stronę Kaukazu. Cieszyła ich sama myśl o wielkiej odmianie.
Zaproszenie przyszło w samą porę, bo po północnej stronie Kaukazu do czeczeńskich aułów zawitała wojna, krwawa, bezlitosna i zdająca się nie mieć końca. Rosja, mocarstwo północy, połknęła już Gruzję, a rozgościwszy się na południowych zboczach Kaukazu, postanowiła podbić także stoki północne. Część Czeczenów przystała do powstańców, którzy postanowili nie wpuścić Rosjan na Kaukaz, lecz utworzyć w górach własne państwo, rządzące się i żyjące zgodnie z Koranem, świętą księgą muzułmanów. Inni wybrali ucieczkę zarówno przed karnymi ekspedycjami Rosjan i wojenną pożogą – która, jak się okazało, trwała pół wieku – jak i surowymi prawami i porządkami zaprowadzanymi w górach przez powstańców.
Do słonecznej i wygodnej Kachetii, podbitej już przez Rosję, a więc spokojnej, Czeczenów wiodła też chęć wzbogacenia się, wybicia nad innych, wyzwolenia z krępujących więzów wspólnoty, a przynajmniej ich poluzowania.