Obowiązujące w górach i przekazywane z pokolenia na pokolenie prawo nakazywało bowiem dzielić się po równo pastwiskami, wodopojami, a nawet posiadanym stadem, tak by nikt nie miał więcej niż pozostali, a wspólnota nie przerodziła się w poddaństwo, wyzysk i tyranię. Dbała o to wioskowa starszyzna. Widząc, że któryś z członków wspólnoty dorabia się nadmiernego jej zdaniem bogactwa, zwoływano specjalną naradę, odbierano bogaczowi zbędny majątek i rozdzielano go między resztę, każdemu według potrzeb.
Ci, którzy chcieli mieć więcej, więcej niż inni, a może nawet więcej, niż sami potrzebowali, wędrowali do Kachetii, gdzie nikt im tego nie wzbraniał ani ich za to nie potępiał. W zielonej rozległej dolinie mogli mieć tyle, ile chcieli. Nikt im nie wytykał słabości i skłonności do wygód i zbytku, nikt nie mierzył bogactwa i nie żądał, by się nim dzielić. Przeciwnie, ich majątek wzbudzał podziw, a jeśli także i zazdrość, to i ona uchodziła za powód do zadowolenia jako potwierdzenie odniesionego sukcesu.