Przyjechali też Czeczeni, sąsiedzi Kachetyjczyków z północnej strony gór, z przepastnych wąwozów rzeki Argun. Tamtejsze życie na odludziu i tylko wśród swoich dawało może poczucie bezpieczeństwa, ale nie było łatwe. Górskie bezdroża strzegły Czeczenów przed wrogami, a dodatkową obronę stanowiły kamienne wieże, które wznosili na zboczach. Nie tylko mogli z nich zawczasu dostrzec nadciągające niebezpieczeństwo, ale i schronić się za ich warownymi murami. Zaopatrzeni w wodę i żywność, bronili się w nich tak długo, aż wykrwawiony i zniechęcony najeźdźca odtrąbił w końcu odwrót. Ale po odstąpieniu nieprzyjaciół uwolniona od niebezpieczeństw i strachu codzienność wśród kaukaskich szczytów nie nabierała barw, wigoru i smaku i niewiele przypominała krainę szczęśliwości. Zwłaszcza podczas surowych zim, gdy śnieżne zamiecie zamykały przełęcze, a siarczyste mrozy skuwały rzekę Argun i górskie strumienie, przemieniając ich wody w lodowe figury – smoki i pałace ze starych baśni. Życie wymagało nieustannego wysiłku i poświęceń, sprowadzało się do wiecznej walki o przetrwanie, w której laurem za zwycięstwo była jedynie możliwość stanięcia do kolejnej bitwy.