Znalazł się wśród nich i Ali, choć przyznawał, że na wojnę pojechał głównie dlatego, że w dolinie przycisnęła go bieda i nie mógł dłużej znieść obezwładniającego poczucia beznadziei i bezsensu istnienia.
Pojechali do Syrii także synowie Lary, by na świętej wojnie spełnić swoją religijną powinność i jako mudżahedini zasłużyć na zbawienie. Za nimi wyruszyła w drogę i sama Lara, by ustrzec ich przed nieszczęściem i śmiercią, choćby i tą męczeńską, otwierającą bramy Raju. Wierzyła, że przekona ich, że trzeba żyć, nie umierać.
Do Syrii wybrałby się zapewne i Omar, gdyby nie to, że wcześniej stracił wiarę w wojnę, w życie, a nawet w śmierć.
* * *
– Jestem Lara. I nie wiem, co jeszcze mogę o sobie powiedzieć.
W błękitnej chustce na głowie i obszernej, długiej do kostek spódnicy przypominała wieśniaczkę, która przerwała pracę w polu, by przysiąść na chwilę na pogaduszki z sąsiadkami.