Wypuszczony na wolność wyjechał, jak inni Kistowie, za chlebem do Turcji. Tam dowiedział się o wojnie, która wybuchła tuż za granicą, w Syrii. Wkrótce ona również, jak wcześniej te z Palestyny, Kaszmiru, Afganistanu, Bośni, Kaukazu czy Iraku, została okrzyknięta świętą. Dla zarobku, ale też dla przygody i z braku lepszego zajęcia zaciągnął się na służbę do armii mudżahedinów walczących o utworzenie kalifatu, pierwszego sprawiedliwego wreszcie państwa Bożego, które miało objąć i Damaszek, i Bagdad, i wszystkie ziemie zamieszkane przez muzułmanów.
W służbie kalifatu zasłużył się tak bardzo, że wkrótce został nawet jednym z jego najważniejszych emirów. Sława, jaką zdobył, sprawiła, że przykład z niego postanowili wziąć inni Kistowie. Wszyscy w dolinie, znając się i pomagając sobie nawzajem, przywykli do myśli, że zawsze i wszędzie mogą liczyć na wsparcie kuzyna czy krajana. Na wieść o triumfach i karierze, jaką ich ziomek robił w kalifacie, wyprawiali się do Syrii, licząc, że znajomy emir nie opuści ich w biedzie, poprowadzi do wielkich zwycięstw, zapewni nieśmiertelną chwałę i łupy.