– Bo co – tłumaczyła – można powiedzieć o kimś, kto po stu latach zaczyna się zastanawiać, kim tak naprawdę jest? Chyba tylko jedno: że zatracił się lub siebie wyparł, a potem przez cały ten czas był nikim. Zrozumiałe więc, że brakuje mu pewności, wiary, a czując się gorszy, stara się jedynie upodobnić do tych, którzy go przewyższają. Nie próbuje im dorównać, lecz jedynie naśladuje. A w końcu, nawet kiedy osiągnie zamierzony cel, odniesie zwycięstwo, nie potrafi się nim cieszyć, bo nie wie nawet, czemu je zawdzięcza. Potrzebne nam to było? Co nam dobrego z tego szukania siebie przyszło?
Dawny znajomy jej kuzyna Alego i jej synów, ich szkolny kolega z sąsiedniej wioski, zapragnąwszy stać się Gruzinem i Europejczykiem, wstąpił do gruzińskiego wojska. Z wyróżnieniem pokończył kursy szkoleniowe w Europie i Ameryce, dosłużył się oficerskiej szarży, walczył mężnie na wojnie z Rosjanami. Ale po wojnie Gruzini wykluczyli go spośród siebie. Twierdził, że fałszywie go oskarżyli, pozbawili oficerskiego stopnia, usunęli z wojska, wtrącili do więzienia jak pospolitego złoczyńcę.