Władzę w dolinie przejęli czeczeńscy komendanci partyzanccy, którzy kryjąc się wśród cywilów, przemknęli przez góry, by po gruzińskiej stronie wylizać rany, zebrać siły i skrzyknąć nowe wojsko. Wraz z partyzantami przybyli do Pankisi także ich mułłowie, nauczający, że solidarność w wierze powinna brać górę nad więzami krwi, a męczeńska wojna o zbawienie jest ważniejsza niż walka o wolność. Z mułłami zaś przywędrowali muzułmańscy ochotnicy, którzy zwiedziawszy się o wojnie na Kaukazie, ogłosili ją świętą i ściągali z całego świata, by uczestnicząc w niej, spełnić swoją religijną powinność i – gdyby Allah okazał się aż tak łaskawy – zginąć męczeńską śmiercią za wiarę i zyskać tym sobie zbawienie.
Rozgościwszy się u Kistów w dolinie, cudzoziemscy rycerze świętej wojny, mudżahedini, ale także czeczeńscy mułłowie i partyzanci, mając za nic wymogi etykiety, zaczęli wytykać gospodarzom, że nie znają Koranu ani jego praw i – co może i zrozumiałe, ale niewybaczalne – ich nie przestrzegają. Nie żyją, jak Pan Bóg przykazał, a nawet nie potrafią wznosić do niego modłów jak należy.