Kistowie przybrali gruzińskie nazwiska, dostali gruzińskie obywatelstwo i paszporty. Tak bardzo zrośli się z nowym miejscem, że wkrótce sami zaczęli uważać się za jeden z ludów gruzińskich górali, takich jak Swanowie, Chewsurowie czy Tuszyni. Ta nowa, przybrana tożsamość ocaliła ich przed wygnaniem z Kaukazu na Syberię, na jakie, podejrzewając ich o nielojalność, skazał wszystkich pozostałych Czeczenów rozsierdzony kremlowski władca Józef Stalin, sam wywodzący się z Gruzji.
Ominęło ich nie tylko zesłanie z braćmi w syberyjskie śniegi, ale i wszystkie dziejowe burze, które przetaczały się przez świat, zmieniając jego porządek i kształt. Owszem, dochodziły ich z daleka wieści tak niezwykłe, że aż trudno było im dać wiarę. Ogrodzeni górami Kaukazu słyszeli o królobójstwach, rewolucjach i wielkich wojnach, ale do ich doliny, zapomnianej przez Boga i ludzi, nie miały one dostępu, przechodziły jakby bokiem.