Wszystkie wojny Lary
Wojciech Jagielski — Reportaż wojenny

Oni sami wołali na siebie Kej-Jistchoj, co w czeczeńskiej mowie znaczyło, z grubsza biorąc, „ludzie z kraju u wrót”. Ani Lara, ani Omar, jej rówieśnik i przyjaciel, ani tym bardziej jej kuzyn Ali, najmłodszy z nich, nie potrafili wytłumaczyć, jakie wrota mieli na myśli ich przodkowie, wybierając taką właśnie nazwę dla swojego tejpu – wspólnoty połączonej nie tyle więzami krwi, ile faktem, że zamieszkiwała to samo terytorium, zwykle na zboczach lub u podnóża jakiejś góry.

Omar wierzył, że nazwa tejpu nawiązywała do podniebnego sąsiedztwa, w jakim rozłożyła się kraina Kej-Jistchojów, u samych bram nieba. Wyżej, nad ich domostwami i pastwiskami, wznosiły się już tylko skaliste, niezdobyte i sięgające gwiazd wierzchołki Kaukazu. Lara kręciła głową i przekonywała, że w nazwie chodziło raczej o bliskość Kachetii, położonej zaraz za kaukaskimi szczytami, na południowym przedgórzu. Spośród wszystkich czeczeńskich wspólnot z północnych zboczy Kaukazu auły Kej-Jistchojów leżały najbliżej Gruzji. Stąd właśnie miały się brać „wrota” w nazwie wspólnoty. A Gruzini, żyjąc od wieków w sąsiedztwie Kej-Jistchojów, których imienia nie potrafili poprawnie wymówić, przezwali ich po prostu Kistami.