Droga wiodła cały czas pod górę, ale nie było to strome wzniesienie, bo takich w Bieszczadach nie było zbyt wiele, ale nogi zaczęły palić ogniem, oddech się spłycał i przyśpieszał. Zerknęła na zegarek, tempo spadało, ale było akceptowalne. Główna zasada długich biegów to nie forsować się na początku, bo jeszcze kupa kilometrów do zrobienia.
Znowu odleciała w świat marketingu i akcji reklamowej nowej wody. Może wilk w nazwie? Ludzie uwielbiają te zwierzęta, mamy wpojoną bojaźń przed nimi, te wszystkie bajki z Czerwonym Kapturkiem na czele. Wilczy Zdrój! Słabe. Może coś z watahą? Ale to przecież oklepana nazwa. Musi przemielić w głowie tego wilka.