Po pierwszej godzinie przeszła do marszobiegu, wypiła kilka łyków napoju izotonicznego, wyssała jeden żel energetyczny i wróciła do swojego tempa. Miała już pomysł na kształt nowej butelki i etykietę, zagra zielonymi i niebieskimi kolorami, może oklepane, ale ona odkryje je na nowo. Mnóstwo soczystej zieleni na etykiecie i błękitna butelka. Woda i ekologia. Najgorzej było z nazwą, kompletnie nie miała na nią pomysłu, a tym razem była to część kampanii. Woda była czerpana tutaj, w Bieszczadach, ale nie mogli nazwać jej Bieszczadzianka, bo trudno się to wymawiało. Bieszczady Zdrój odpadało. Może Łemkowianka? O! Ciekawe, czy taka jest. Trzeba zrobić ankietę, ile osób kojarzy nazwę „Łemkowie”. Najbardziej chciałaby użyć słowa „bies” w nazwie, ale nic jej nie pasowało. Woda czerpana w Bieszczadach, w reklamie biesy pomagają w jej butelkowaniu, dają jej swoją moc.