Wiatrołomy
Robert Małecki — Kryminalne i sensacyjne

Przy­mru­ży­ła oczy i wo­dzi­ła wzro­kiem po sta­rych brzo­zach i smu­kłych so­snach, po­ła­ma­nych jak za­pa­łki.

Wrze­sień przy­nió­sł zim­ne noce i nie­przy­jem­ne desz­cze. Wiatr gnał po wia­tro­ło­mach, szar­pi­ąc ko­ro­na­mi drzew, któ­re za­miast piąć się w górę, ku nie­bu, w ago­nii chło­sta­ły zie­mię.

Przy­trzy­mu­jąc pa­pie­ros w ustach, po­li­cjant­ka pró­bo­wa­ła za­pi­ąć kurt­kę na su­wak, ale za­po­mnia­ła, że za­mek się po­psuł. Od­pu­ści­ła. Opa­tu­li­ła się szczel­niej po­ła­mi kurt­ki i opa­rła o ka­ro­se­rię wy­słu­żo­nej to­yo­ty co­rol­li w wer­sji kom­bi, nie­ozna­ko­wa­ne­go ra­dio­wo­zu. Spoj­rza­ła na Ol­gier­da Bo­re­wi­cza.

Ksy­wa „Zero Sie­dem” przy­lgnęła do nie­go na ko­men­dzie ze względu na na­zwi­sko, któ­re za­pi­sa­ło się zło­tą czcion­ką w PRL-owskiej po­pkul­tu­rze. W ni­czym jed­nak nie przy­po­mi­nał swe­go se­ria­lo­we­go od­po­wied­ni­ka.