Wiatrołomy
Robert Małecki — Kryminalne i sensacyjne

Roz­ma­wiał z le­śni­kiem ubra­nym w oliw­ko­wą kurt­kę. Mężczy­zna trzy­mał w dło­niach żó­łty kask ochron­ny. Bo­re­wicz po­ki­wał ze zro­zu­mie­niem łysą gło­wą. Jed­ną rękę opa­rł na bio­drze, w dru­giej trzy­mał ener­ge­ty­ka, któ­re­go ku­pił na sta­cji w Byd­gosz­czy, za­nim skręci­li w wy­lo­tów­kę na Olsz­tyn. Po­pi­jał go z ko­lo­ro­wej pusz­ki. Wi­docz­na oty­ło­ść brzusz­na i die­ta Ol­gier­da zwia­sto­wa­ły ko­niecz­no­ść ry­chłe­go, dłu­go­tr­wa­łe­go le­cze­nia.

Kie­dy zbli­ży­li się do mia­sta, Her­man zwró­ci­ła uwa­gę na znaj­du­jące się po le­wej stro­nie wy­so­kie ce­gla­ne spi­chrze ze spa­dzi­sty­mi da­cha­mi i wy­so­ki­mi przy­po­ra­mi, któ­re ni­czym że­bra chro­ni­ły wnętrze Gru­dzi­ądza. Chcia­ła zo­ba­czyć je z bli­ska, ale nie wie­dzia­ła, czy znaj­dzie na to czas.

Czer­wo­ne świa­tło za­trzy­ma­ło ich na skrzy­żo­wa­niu i wte­dy po­li­cjant­ka usły­sza­ła dzwo­nek te­le­fo­nu. Pro­sta me­lo­dia wy­słu­żo­nej no­kii 6310i. Nie była mi­ło­śnicz­ką apa­ra­tów re­tro, ale od roku mia­ła po­wód, by ko­rzy­stać ze sta­rej ko­mór­ki, będącej je­dy­ną pa­mi­ąt­ką po zma­rłym ojcu.