1
Maria Herman nie odczuwała strachu przed siłami natury, patrząc na ciągnące się po horyzont hektary połamanych drzew i szeroką drogę zniszczenia, którą wydeptało niedawne tornado.
Wciąż bardziej bała się ludzi.
Niemal każdego dnia policyjnej służby docierało do niej, że zarabia na życie dzięki temu, że człowiek nadal jest człowiekowi wilkiem. Że jest zdolny do zabijania.
Dzień po dniu zanurzała się w niewyjaśnionych zbrodniach i doskonale wiedziała, że trudno o coś bardziej kruchego i delikatnego niż ludzkie życie. Ktoś, chyba Blaise Pascal, trafnie przyrównał je do trzciny na wietrze, chociaż metafora francuskiego filozofa miała znacznie głębszy sens i odnosiła się do miejsca człowieka we wszechświecie. Gdyby jednak spłycić to porównanie, równie dobrze zamiast o trzcinie można byłoby mówić o lesie rosnącym na drodze trąby powietrznej.
To tylko kwestia skali.
Zaciągnęła się papierosem, a chwilę później dym w kolorze gęstych chmur sunących po niebie rozwiał się i zniknął.