Wczoraj byłaś zła na zielono
Eliza Kącka — Powieść obyczajowa i romans

Bred­nie, bred­nie, mózg na czwo­ra­kach, trzę­sie­nie zie­mi w gło­wie. Bal­kon? Nie­moż­li­we, ma zbyt sła­be dło­nie, by otwo­rzyć. Sta­nę­łam w drzwiach po­ko­ju i rap­tem zo­ba­czy­łam ją. Sie­dzia­ła w oknie, nie­mal zu­peł­nie prze­sło­nię­ta sto­rą, i ze spo­ko­jem pa­trzy­ła w nie­bo. Za­hip­no­ty­zo­wa­na, jak­by za­trzy­mał ją księ­życ. Za­krę­ci­ło mi się w gło­wie, za du­żo drin­ków z ad­re­na­li­ny. Uklę­kłam i cze­ka­łam, aż szum, sta­ry kom­pan, od­pu­ści. W cią­ży le­ża­łam z ze­psu­tym ra­diem w gło­wie, do­pie­ro na fi­ni­szu da­li mi lek, któ­ry wy­re­gu­lo­wał po­krę­tło, ale ni­g­dy do za­kre­su ci­szy. Wzię­łam ta­bo­ret i przy­cup­nę­łam pod pa­ra­pe­tem. Nie zwra­ca­ła na mnie uwa­gi dłuż­szą chwi­lę. W koń­cu za­gad­nę­łam gło­sem ko­goś in­ne­go, mo­że są­siad­ki spod piąt­ki:

– Nie­bo jest dzi­siaj bar­dzo pięk­ne.

Spoj­rza­ła na mnie przy­tom­nie:

– Nie­bo jest śmiesz­ne.

– Bo…?

– Nie­bo jest śmiesz­ne – po­wtó­rzy­ła, jak­by to by­ło ja­sne.

– Aha?

– Uda­je zwie­rzę.

Za­mu­ro­wa­ło mnie – Cho­dzi ci o gwiaz­do­zbio­ry?

Nie od­po­wie­dzia­ła. Nie roz­ma­wia­łam z nią ni­g­dy o nie­bie. Bab­cia, je­śli roz­ma­wia­ła, to nie o tym fi­zycz­nym: