Wczoraj byłaś zła na zielono
Eliza Kącka — Powieść obyczajowa i romans

Co­fa­łam się za próg po ro­ze­dr­ga­nym par­kie­cie, a tuż za mną pę­ka­ła pod­ło­ga. Tak, mia­łam pew­ność, że idę łeb w łeb z roz­pa­dli­ną, któ­ra za­raz po­łknie mnie, mat­kę i dziec­ko. Dziec­ko, któ­re mi zni­kło. A mo­że jest mu le­piej, bez­piecz­nie, na da­chach Mo­ko­to­wa, do­kąd po­rwał je nie­wi­docz­ny przy­ja­ciel? Mo­że jest wol­na, na­resz­cie? A mo­że stoi te­raz trium­fal­nie na obrzy­dłej ko­men­dzie po­li­cji przy Mal­czew­skie­go, tej wła­śnie, któ­ra ku mnie i mat­ce wy­cią­ga w świe­tle la­tar­ni be­to­no­wą pięść, by po­ka­zać nam środ­ko­wy pa­lec fa­sa­dy? Za­wsze tak no­cą wy­glą­da, jak­by chcia­ła się bić. A w dzień ze­ro pro­wo­ka­cji, ot, prze­cięt­nie brzyd­ki bu­dy­nek z prze­mo­cą w środ­ku. Z ża­lem po­my­śla­łam, że le­piej nie są­sia­do­wać z po­li­cją, przy­naj­mniej ma się ja­sność, że nie zdą­żą. Ale czy u nich nie obo­wią­zu­je sta­ły czas do­jaz­du, nie­za­leż­nie od lo­ka­li­za­cji?