Wczoraj byłaś zła na zielono
Eliza Kącka — Powieść obyczajowa i romans

Do­brze, dość. Gdy­bym by­ła mo­ją mat­ką, by­ła­bym już po oglę­dzi­nach ca­ło­ści i naj­pew­niej sie­dzia­ła­bym z cór­ką na ko­la­nach, bo mo­ja mat­ka w sy­tu­acje awa­ryj­ne wcho­dzi za­da­nio­wo i pły­nie wprost do ce­lu. A ja sto­ję, gar­dząc so­bą, na kra­wę­dzi i wa­ham się, czy chcę wie­dzieć. Gdy­bym to ja się zgu­bi­ła, chy­ba bym nie chcia­ła. Po­szła­bym spać bez tej wie­dzy. Ale bez wie­dzy o dziec­ku nie moż­na prze­cież za­snąć. Bu­dzić bab­cię, od­sła­nia­jąc kar­tę wła­snej nie­mo­cy? Nie­mo­cy mat­ki przed nad­mat­ką? Nie. Za­pa­li­łam świa­tło na klat­ce, by otrzeź­wieć. To by­ła do­bra de­cy­zja, chłód świe­tlów­ki dzia­ła jak lo­do­wa­ty prysz­nic. Z miesz­ka­nia po pra­wej wy­szedł tym­cza­sem są­siad z psem, na mój wi­dok spa­ni­ko­wał i za­czął wcią­gać zwie­rzę z po­wro­tem do miesz­ka­nia. Pies za­pie­rał się, zdez­o­rien­to­wa­ny – by­ło mi go żal, ale i tak wo­la­ła­bym się z nim za­mie­nić. „Tyl­ko mi się nie po­szczaj tu, za­raz so­bie pój­dzie” – do­bie­gło zza drzwi. „Tyl­ko mi się nie po­szczaj” – po­wie­dzia­łam so­bie nie­czu­le i wło­ży­łam łeb w ob­ro­żę. Los trzy­ma smycz, ru­sza­my.