Wczoraj byłaś zła na zielono
Eliza Kącka — Powieść obyczajowa i romans

Ona w swo­ich so­ju­szach z nie­wi­docz­nym by­ła za­wsze ra­dy­kal­niej­sza. Ni stąd ni zo­wąd wy­łą­cza­ła mo­ją asy­stę, otwie­ra­jąc kon­spi­ra­cyj­nym uśmie­chem in­ną prze­strzeń, a ja dry­fo­wa­łam w sza­lu­pie po­za po­kła­dem i mia­łam na­dzie­ję, że po se­an­sie po­zwo­li mi jed­nak wró­cić. A jed­nak by­ło coś, co prze­ży­ły­śmy obie tak sa­mo. Każ­da w swo­im cza­sie.

Stra­ci­łam ją z oczu póź­nym wie­czo­rem, gdy wy­śli­znę­łam się z ła­zien­ki, gru­bo po pół­no­cy. Roz­ko­pa­ne łó­żecz­ko, mo­ja po­lów­ka wol­na, ni­ko­go. Gdzie ona jest? U bab­ci po­świa­ta, ne­gli­żu­ją­ca sa­mot­ność łóż­ka i pod­ło­gi. I tu jej nie ma. Po­szłam do kuch­ni, nic. Ła­zien­ka pu­sta, zresz­tą do­pie­ro co tam urzę­do­wa­łam. W koń­cu od­bez­pie­czy­łam za­su­wę i wyj­rza­łam na klat­kę scho­do­wą. Bez­lu­dzie. Po­sta­łam tam chwi­lę, by prze­łknąć nie­po­kój, bo prze­cież i tak nie da­ła­by ra­dy zam­kom, mu­si być w miesz­ka­niu. Ba­łam się cof­nąć. Mia­łam po­ku­sę, by za­pu­kać w są­sied­nie drzwi.

– Czy mo­że pa­ni za mnie pójść do mo­je­go miesz­ka­nia i zo­ba­czyć, czy jest tam ru­de dziec­ko?

– Ale że jak? To pa­ni dziec­ko?

– Mo­je, ale bo­ję się zo­ba­czyć.