Teoretycznie nie wierzyłam w duchy, anioły opiekuńcze i całą resztę. Po prostu czasami mój mózg mówił do mnie głosem zmarłego taty. Czasami go widziałam – majak, wspomnienie, zaskakująco realne, choć przecież duchy nie istnieją. Tak sobie to tłumaczyłam. Ale czy to naprawdę takie dziwne, że jeśli muszę spędzić kilkadziesiąt minut sam na sam z trupem, przywołuję wspomnienie mojego ojca? W końcu był policjantem, lepiej ode mnie wiedziałby, co robić w takiej sytuacji.
– Powiedziałbym, że powinnaś wezwać policję, robaczku.
– Wezwałam.
– Zadzwoniłaś do wujka.
– Wujek jest policjantem.
– A czemu nie zadzwoniłaś pod 112? Przecież dyżurka jest całodobowa.
– Bo wtedy musiałabym odpowiedzieć na milion pytań – mruknęłam.
– I tak będziesz musiała, pączusiu. Znalazłaś ciało. Wiesz, co mówią o tych, którzy znajdują ciało?
– Że mają pecha i dla równowagi powinni zagrać na loterii?
– To też. Ale przede wszystkim to pierwsi podejrzani.
– Spójrz na mnie. Naprawdę myślisz, że poradziłabym sobie z tym kolesiem?
– Znam twoje możliwości, pączusiu. Widziałem, jak spuściłaś łomot Mateuszowi z piątej B. A wtedy miałaś dziesięć lat.
– Zasłużył. I miałam dziewięć lat.