I nagle dotarło do mnie, że jest zdenerwowana. Zaciskała palce na serwetce i unikała mojego spojrzenia, bym nie zauważyła, że oczy jej się szklą. Ta rozmowa kosztowała ją mnóstwo nerwów.
– Ja wiem, że mogłaś myśleć, że cię nie chcę, tam, w Ustce, ale to nie jest prawda… Ja… robiłam, co mogłam – mówiła tak cicho, że ledwie słyszałam jej głos – i bardzo bym się cieszyła, gdybyś chciała spędzić ze mną chociaż te wakacje.
Chciałam się dowiedzieć więcej. Ale gdy patrzyłam na nią – szczupłą, pomarszczoną, siwiutką, w ażurowym sweterku narzuconym na lnianą sukienkę – uświadomiłam sobie dwie rzeczy. Po pierwsze, odrzucenie propozycji byłoby dla niej ciosem, którego mogłaby nie udźwignąć. A po drugie, nie miałam pojęcia, kim właściwie jest moja babcia. Związane z nią wspomnienia pochodzące z dzieciństwa były dobre, wypełnione miłością i śmiechem, ale – teraz byłam tego absolutnie pewna – tkwiło w niej coś jeszcze. Jakaś warstwa niedopowiedzenia, którą teraz, jako dorosła kobieta, wyraźnie wyczuwałam. I zapragnęłam zrozumieć.
– Opowiedz mi o tej pracy – poprosiłam i ścisnęło mnie w żołądku, gdy zobaczyłam ulgę na jej twarzy.
Wiedziałam już, że się zgodzę.