Rzeczywiście obiecałem, że pójdziemy razem, bo zawsze dręczyły mnie wyrzuty sumienia, kiedy Mia sama mordowała się z ciężkimi piątkowymi zakupami. Wprawdzie po dwóch dniach zapieprzu miałem straszne zakwasy, ale obietnica to obietnica, więc ogarnąłem się i poszliśmy do pobliskiej galerii. Nie szastaliśmy kasą, sukcesem było, że w ogóle mieliśmy za co kupić jedzenie i środki czystości na kolejny tydzień.
Po powrocie zwaliłem się na kanapę. Chciałem wrzucić coś na bloga, ale nie byłem w stanie. Mia przygotowała kolację, którą zjedliśmy przy dokumencie Pavla Barabasza o Tatrach – moja dziewczyna uwielbia wspinaczkę i wszystko, co jest związane z górami. Ja też lubię pobyć blisko natury, ale nie mogę równać się z Mią. Najbardziej lubi zdobywać długie, wymagające łańcuchy, najlepiej z kilkoma nocami spędzonymi pod gołym niebem.