Przestałem myśleć, no, kurwa, przestałem myśleć!
Instynktownie wsadziłem kartki pod kurtkę, zatrzasnąłem grube drzwiczki, przekręciłem klucz i wybiegłem na korytarz.
Nawet nie zrobiłem zdjęcia tym pieprzonym płytom, które zamknąłem w sejfie.
Gdyby tego dnia przydarzył mi się jakiś szczęśliwy wypadek i złamałabym sobie rękę albo nogę, mogłyby zostać tam na zawsze.
Ale wszystko potoczyło się inaczej. Plik kartek wsadziłem do torby, po czym zabrałem się za popołudniówkę – harowałem jak dziki osioł, ale niestety żaden wypadek mi się nie przydarzył.
Uprzątnęliśmy skute kafle i kawałki rozwierconego betonu. Robotnicy nas poganiali, przed weekendem chcieli dokończyć cały parter. Według planu w poniedziałek mieli wejść na pierwsze piętro i powtórzyć całą operację.
Do domu wróciłem zajechany jak koń po westernie. Wziąłem prysznic i zdrzemnąłem się pół godzinki, obudziła mnie Mia.
– Obiecałeś, że pójdziemy na zakupy – oznajmiła bez entuzjazmu.