– Coraz lepiej – mamrotałem. Wciąż wyglądałem, jakbym pozował do zdjęcia przedstawiającego rozczarowanie.
Wyjąłem kartki, nie były zbytnio zakurzone, sejf musiał być bardzo szczelny. Poczułem się, jakbym trzymał w dłoni ropuchę. Moja wyobraźnia nie próżnowała, przez chwilę miałem wrażenie, że wiją się jak węże, a nawet po cichu syczą.
Ktoś jednak opróżnił sejf, skrupulatnie wyniósł całą zawartość. Oprócz druków i płyt. Dlaczego je tu zostawił?
Bo nie chciał ich nawet dotykać! Przysięgam, że tak właśnie pomyślałem, jakiś szósty zmysł podpowiadał mi, że trzymam w ręce odbezpieczony granat. Ale kto traktowałby poważnie przeczucia, nie?
Pobieżnie przejrzałem pożółkłe arkusze, mogły to być informacje o jakichś zapomnianych rachunkach albo coś w tym stylu.
Nic spektakularnego się jednak nie wydarzyło, żadnych wspaniałych odkryć – wyglądało na to, że to po prostu dokumentacja medyczna.
Zwykła dokumentacja medyczna z datami, notatkami po badaniach i pewnie jakichś sesjach terapeutycznych.
Każdy nagłówek głosił: Zakład dla umysłowo i nerwowo chorych, ul. J.M. Hurbana 41, Żylina. Pod nim na maszynie napisane były daty. Na każdym arkuszu inna.
03.06.1939
12.07.1939
20.08.1939