Szczelina
Jozef Karika — Horror

Półki w sejfie były puste, prawie mnie ta pustka udusiła. Stanęła mi w gardle w poprzek i nie chciała ruszyć się ani w jedną, ani w drugą stronę.

Nachyliłem się jeszcze bardziej, rozpaczliwie wbijając wzrok w ciemne wnętrzności.

Puste półki, zupełnie puste – nie licząc małego stosu kartek na najniższej z nich.

Klejnoty, antyki, stare pieniądze…

Zamiast tego tylko parę świstków. Na szczęście dobry humor mnie nie opuszczał, nawet z takiej kijowej sytuacji można wynieść coś dobrego. Wyjąłem telefon i sfotografowałem uchylony sejf.

Skok stulecia. Jak zostałem milionerem. Do głowy przychodziły mi komentarze, które miałem zamiar dorzucić do fotek na blogu.

Sięgnąłem do rozdziawionego przełyku, bił z niego chłód, ale nawet przez sekundę nie pomyślałem, że wkładam rękę prosto do piekła.

Wziąłem papiery, były to jakieś druki. Nie będzie z nich żadnego pożytku, ale przynajmniej zrobię im zdjęcie. Gdy je podnosiłem, coś pod nimi zabrzęczało, leżało tam coś jeszcze.

Na sekundę zapłonęła we mnie nadzieja, ale po chwili znów zgasła.

Pod kartkami skrywało się kilka starych płyt gramofonowych. Właściwie to nawet nie wyglądały jak współczesne winyle, były to takie niewielkie krążki z dziurami pośrodku.