Szczelina
Jozef Karika — Horror

Zaczęły mnie ponosić nerwy. Za bardzo nakręciłem się, że znajdę coś cennego. Im mniej niewypróbowanych kluczy mi pozostawało, tym bardziej oczywistym stawało się, że takie cudowne przygody nie zdarzają się naprawdę.

Ósmy, dziewiąty, dziesiąty…

Może chociaż parę ciekawych fotek na bloga. Wrzucę je razem z dowcipnymi komentarzami o tym, jak prawie odkryłem sekret starego domu wariatów. Może...

Zgrzyt.

To spadło jak grom z jasnego nieba! Jedenasty klucz pasował idealnie, przekręcił się w zamku i z głośnym szczęknięciem otworzył stalowe drzwiczki.

Wytrzeszczyłem oczy, mój oddech przyśpieszył, nie mogłem w to uwierzyć. Spociły mi się dłonie, już prawie z powrotem przekręciłem kluczyk, żeby zamknąć sejf. Co jeśli go otworzę, a on będzie pusty? Nagle właśnie to wydało mi się najbardziej prawdopodobne. Czułem się jak dziecko ponoszone przez fantazję.

Zaczęło mnie ogarniać złe przeczucie, przez chwilę miałem wrażenie, że ze stalowej skrzyni dobiega ostrzegawczy pomruk. Brzmiał gardłowo i głęboko, przypomniała mi się puszka Pandory. Co czyha za drzwiczkami, co wypuszczę na świat?

Ciekawość zwyciężyła, gdyby nie ona, ludzie mieliby mniej problemów. Ja z pewnością.