Szczelina
Jozef Karika — Horror

Nic ciekawego – parę starych sztućców, garść zardzewiałych spinaczy – zapewne zawartość jakiejś szuflady wysypana przez robotników.

Gruby pęk kluczy.

Przysięgam, między tym złomem leżał pęk kluczy! Najpierw przebiegłem po nim wzrokiem, a dopiero sekundę później w głowie włączył mi się sygnał alarmowy.

Klucze.

Otworzyć sejf…

Coś zgrzytnęło, w moim mózgu połączyły się wszystkie styki, właśnie tak zgrzytną drzwiczki, gdy otworzę ją jednym z tych kluczy.

A sranie w banie! – Przyszło mi nagle do głowy. Takie przypadki się nie zdarzają. Odwróciłem się i zamierzałem odejść.

Takie przypadki się nie zdarzają.

Chciałem pójść do willi, ale nie zrobiłem nawet dwóch kroków. Odwróciłem się na pięcie, przyskoczyłem do sterty śmieci i złapałem pęk. Zadzwonił mi w dłoni, dźwięk przypominał brzęczenie starych monet.

Starych drogocennych monet.

Warto spróbować. W końcu nie było wiadomo, co stało się z tym szpitalem, w jakich okolicznościach został zamknięty. Może podczas wojny, w pośpiechu? Ordynator albo dyrektor mógł być Żydem, któregoś ranka przyszedł do pracy, a tu już na niego czekali. Prosto do transportu, kto wie. Oddał klucze, gdzieś je zapodziali, a szpital wkrótce został zamknięty.