– Chcę zerknąć na te dokumenty – dodałem.
– Wali mnie to – wymamrotał, machnął ręką i przygarbiony ruszył do budynku.
Zostałem sam, chyba zaczynałem już fiksować, zamierzałem na deszczu studiować jakieś stare papiery.
Nie miałem kaptura ani czapki, za kołnierz wpadały mi zimne krople.
Musiałem nawdychać się szaleństwa, które unosiło się w powietrzu, inaczej nie potrafię tego wyjaśnić. Po prostu wydawało mi się, że z tych dokumentów można wykroić całkiem spoko wpis na bloga.
Inżynier zapieprzający w starym psychiatryku – brzmi nieźle, co?
Podszedłem do sterty, przykucnąłem i wziąłem kilka kartek. Papier był przemoczony i delikatny, rozpadał się w rękach. Mimo to wyjąłem komórkę i zrobiłem parę zdjęć. Stare dokumenty błyszczały od deszczu – wyglądało to nieźle.
Z ciekawości zacząłem czytać, ale nie odkryłem niczego sensacyjnego. Zwykłe nudne księgi rachunkowe, same cyfry i niezrozumiałe słupki.
Jedyną rzeczą godną uwagi był nagłówek.
Zakład dla umysłowo i nerwowo chorych, ul. J.M. Hurbana 41, Żylina.
Czyli naprawdę kiedyś znajdowało się tu wariatkowo!
Szybko spojrzałem na dół strony, byłem ciekaw, czy zobaczę datę.