Szczelina
Jozef Karika — Horror

– Ale to wygląda jak jakiś szpital. – Pokazał palcem na obtłuczone sanitariaty.

– A słyszałeś kiedyś o nim?

– W sumie to nie, nawet jak byłem mały. Mieszkam na Starym Mieście, znam tę okolicę i często tędy przechodzę, ale od kiedy pamiętam, to była tylko ruina.

– Jeśli był tu jakiś zakład leczniczy, to naprawdę dawno temu – stwierdziłem.

– Może na początku dwudziestego wieku albo przed wojną. Psychiatryk w tamtych czasach… – Nie skończył, ale twarz wykrzywiła mu się w obrzydzeniu.

– A co ty właściwie studiowałeś?

– Andragogikę.

– Co to jest?

– Nieważne. – Machnął ręką. – Ale miałem egzamin z czegoś takiego, historia opieki nad pacjentami psychiatrycznymi i tak dalej.

– To już rozumiem, skąd się tu wziąłeś. – Wbiłem mu szpileczkę.

– Ha ha, bardzo śmieszne. Wiesz, jak na początku wieku leczono choroby umysłowe?

– Elektrowstrząsami?

– To dopiero później, najpierw próbowano innych metod. Dość popularne było wyrywanie pacjentom wszystkich zębów, co do jednego.

– Co? – Zmarszczyłem czoło.

– W medycynie istniała taka teoria, że szaleństwo spowodowane jest infekcją mózgu, a jej ognisko znajduje się w którymś zębie albo korzeniu. Więc logiczne rozwiązanie: wyrwać wszystkie zęby.