– Daj spokój – uspokajał go starszy robotnik. – My tak tylko, żeby czas szybciej zleciał.
– Aha.
– To odpowiednie miejsce dla dla takich magików i świrów, bo kiedyś był tu psychiatryk.
– Psychiatryk? – wtrąciłem się.
– No – przytaknął facet. – W piwnicy znaleźliśmy jakieś papiery. Psychiatryk.
– Zakład dla chorych umysłowo – dodał starszy mężczyzna, robiąc przy tym bardzo inteligentną minę. Z pewnością był z siebie dumny, że wypowiedział tyle mądrych słów.
– A gdzie są te papiery? – Nie dawało mi spokoju.
– A co cię to? Chcesz sprawdzić, czy trafiłeś pod właściwy adres?
Znów zaczęli rechotać. Machnąłem ręką i ruszyłem z powrotem na schody. Fero poszedł w moje ślady, dialog społeczny został zakończony.
– Tam żeśmy je pieprznęli na kupę, jak chcesz zobaczyć – krzyknął za nami starszy robotnik, wskazując na podwórko.
Na drugim piętrze pracowało nas sześciu, ale nie wszyscy razem. W każdym pokoju po dwóch, roboty było od cholery, bo z jakiegoś powodu to piętro służyło jako magazyn. Pomieszczenia zawalone były meblami, ale poniewierały się w nich też worki ze starymi ubraniami i szmatami.
– Myślisz, że naprawdę był tu psychiatryk? – sondował Fero.
– Może tylko robili sobie z nas jaja.