Szczelina
Jozef Karika — Horror

– Daj spokój – uspokajał go starszy robotnik. – My tak tylko, żeby czas szybciej zleciał.

– Aha.

– To odpowiednie miejsce dla dla takich magików i świrów, bo kiedyś był tu psychiatryk.

– Psychiatryk? – wtrąciłem się.

– No – przytaknął facet. – W piwnicy znaleźliśmy jakieś papiery. Psychiatryk.

– Zakład dla chorych umysłowo – dodał starszy mężczyzna, robiąc przy tym bardzo inteligentną minę. Z pewnością był z siebie dumny, że wypowiedział tyle mądrych słów.

– A gdzie są te papiery? – Nie dawało mi spokoju.

– A co cię to? Chcesz sprawdzić, czy trafiłeś pod właściwy adres?

Znów zaczęli rechotać. Machnąłem ręką i ruszyłem z powrotem na schody. Fero poszedł w moje ślady, dialog społeczny został zakończony.

– Tam żeśmy je pieprznęli na kupę, jak chcesz zobaczyć – krzyknął za nami starszy robotnik, wskazując na podwórko.

Na drugim piętrze pracowało nas sześciu, ale nie wszyscy razem. W każdym pokoju po dwóch, roboty było od cholery, bo z jakiegoś powodu to piętro służyło jako magazyn. Pomieszczenia zawalone były meblami, ale poniewierały się w nich też worki ze starymi ubraniami i szmatami.

– Myślisz, że naprawdę był tu psychiatryk? – sondował Fero.

– Może tylko robili sobie z nas jaja.