To było dziwne, ale ocknięcie się z zamyślenia powaliło mnie silniej niż cios w szczękę. Już od rana czułem się gówniano, dobijała mnie rzeczywistość, ale jeszcze jakoś się trzymałem. Wykończyła mnie dopiero chwila zapomnienia. Ale tak to bywa, możesz być niestrudzony, zawzięcie opierać się wrogiej rzeczywistości, jak długo tylko chcesz, a w końcu i tak przegrasz z własną głową. Uświadomiłem sobie bowiem, od jak dawna nie sprawiłem Mii żadnej radości. A tak między nami, to w ogóle nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz coś takiego miało miejsce.
Mój pierwszy dzień w nowej pracy zakończył się nieszczególnie. Pościągaliśmy jeszcze meble z drugiego piętra i rozeszliśmy się do domów. Bez pożegnania, praca nas nie zbliżyła, wszyscy nawzajem mieli się w dupie. Gdybyśmy nie byli do tego zmuszeni, nikt z nas dobrowolnie by tu nie przyszedł.
W domu też bez szału. Mia wprawdzie nic nie powiedziała, ale widziałem jej spojrzenie. Już to dobrze znam, umiem poznać, kiedy jest przerażona. Może kiedy indziej roześmiałaby się, widząc mnie w takim stanie. Może kiedy indziej…