Szczelina
Jozef Karika — Horror

Uprzątnęliśmy przedostatni pokój. Koledzy, a nawet nasi fachowcy od budowlanki, wyszli na dwór. Willa ucichła. Zostawiłem otwarte okno, przeszedłem się po korytarzu i jeszcze raz sprawdziłem opróżnione pokoje. Niczego nie przegapiliśmy, pierwsze piętro było czyste, została tylko jedna klitka.

Kiedy do niej wszedłem, z zaskoczenia aż uniosłem brwi. Nie było tam metalowego łóżka ani tanich mebli. Stały w niej szafy i masywny mahoniowy stół. Wszystko ładnie rzeźbione i stylowe. Przy eleganckim stoliku kawowym stał skórzany fotel, który pokrywała tak gruba warstwa pyłu, że na wszelki wypadek zrobiłem krok do tyłu.

Jakieś biuro. Jeśli kiedyś był tu zakład leczniczy, to w tym pomieszczeniu swój gabinet musiał mieć dyrektor albo ordynator. Na ścianach zauważyłem kilka jaśniejszych prostokątów, kiedyś zapewne wisiały tam obrazy. Nawet tapety były luksusowe i chociaż pokrywał je kurz, ozdobne wzory mieniły się gustownymi kolorami.

Wysokie półki na ścianach świeciły teraz pustką, ale kiedyś służyły jako kartoteka, bo zostały na nich tabliczki z literami alfabetu. Zmierzyłem je wzrokiem, zatrzymałem się dopiero przy oknie.