Pospiesznie zbudowano dwie dodatkowe przystanie, żeby poradzić sobie ze zwiększoną liczbą łodzi poruszających się po zatoce, gdzie codziennie dało się słyszeć plusk wioseł i warkot motorówek, chociaż w wodzie pływało coraz mniej i mniej morskich stworzeń. W nocy wycie silników samochodowych, dźwięki muzyki i brzęk kieliszków wypełniały powietrze. Był taki czas, w latach pięćdziesiątych, kiedy stwierdzenie, że bywają u nas wszyscy, którzy się liczą, nie stanowiło przesady.
Dziś wciąż mamy swoje łódki i przystanie, ale korzystamy tylko z jednej, a ludzie szukają zupełnie innych wrażeń. Od blisko dwudziestu lat nie trzymałam w ręku wędki. Straciłam ochotę do zabijania. Nie ma u nas dużego ruchu, nawet latem. Większość turystów kieruje się do klubów i wielkich hoteli, wybierając nowocześniejsze atrakcje oferowane przez Coffs Harbour czy Byron Bay, a nam, prawdę mówiąc, przeważnie całkiem to odpowiada.