– I ty mnie przed tym przestrzegasz? – spytałam. – Będziesz pierwszym, który pogratuluje policji.
Nie odzywał się, a ja przyglądałam mu się uważnie, jakbym dzięki długiemu spojrzeniu mogła dotrzeć do jego myśli. Coś więcej było na rzeczy. Nie rozumiałam jednak co.
– Daj mi chwilę – odezwał się w końcu.
– Na co?
– Na pokazanie ci, że… cóż, może jest coś, w czym mogłabyś mi pomóc.
– Ja tobie?
– Tak mi się wydaje – odparł i westchnął. – I niewykluczone, że to ma jakiś związek z zaginięciem Wojtka.
– Jaki?
– Sam nie wiem, ale… timing wydaje się zastanawiający.
Podszedł do stojącego na podłodze starego, kineskopowego telewizora, a potem pochylił się nad magnetowidem. Wcisnął przycisk „eject”, a zaraz potem rozległ się charakterystyczny chrzęst, kiedy urządzenie wypluło kasetę.
Zamknęłam oczy i zupełnie znieruchomiałam. Jeden pozornie nic nieznaczący odgłos przypomniał mi o wieczorach spędzanych z Robertem lata temu. Wypożyczaliśmy filmy z sieci Beverly Hills Video, a potem urządzaliśmy sobie kino w domu, popijając drinki i zajadając się popcornem z mikrofalówki.
Każdy wieczór kończył się tak samo. Festiwalem agresji, brutalności i poniżania.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że Wern podaje mi kasetę.