Ruszyłam do wyjścia, a on natychmiast poderwał się z fotela. Nie obawiałam się, że skorzysta z broni, znałam go zbyt dobrze. Może nawet bardziej od Ewy, a z pewnością lepiej, niż on znał samego siebie.
Mimo to usłyszałam charakterystyczny, metaliczny trzask, kiedy włożył magazynek do rugera.
Ostrożnie się odwróciłam, a on spojrzał na broń i skierował ją rękojeścią w moją stronę.
– Będziesz tego potrzebowała – powiedział. – I przypuszczam, że nie tylko tego, bo jeśli Wojtek faktycznie gdzieś tutaj jest, to znaczy, że znaleźli was ludzie Roberta.
Zabrałam pistolet i schowałam go do torebki. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie jak dwoje nieznajomych, niepewnych, z kim mają do czynienia.
– Będziesz potrzebowała każdej pomocy.
– Poradzę sobie.
– Jak? – odparł szorstko. – Na policję nie pójdziesz, bo nadal ciążą na tobie zarzuty. Sytuacja w Rewalu była dla śledczych jasna jak słońce. Zostawiłaś odciski palców na kawałku szkła i…
– Wiem doskonale, co zrobiłam.
– W takim razie powinnaś też zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś zobaczy cię na mieście, możesz pójść siedzieć.
Obejrzałam się przez ramię, coraz mniej przekonana, że powinnam czym prędzej opuścić loft.