Najsłabsze ogniwo
Robert Małecki — Literatura

– Nie było jej w domu. Nie odbierała telefonów.

– No i?

– Co „no i”?

– No i nic nie zrobiłeś?

– A co miałem zrobić? – Wzruszył ramionami. – Ma mój numer, nie? – Odruchowo uniósł aparat. – Wie, gdzie mieszkacie, mogła wziąć taksówkę i przyjechać, gdyby jej się chciało.

– Dzwoniłeś do niej? Przecież mogło jej się coś stać.

Zaprzeczył ruchem głowy.

– Eee, szkoda gadać. – Piotr westchnął. – Odezwała się chociaż do ciebie?

– Puściłem jej esemesa, ale wciąż milczy. – Aleks przeczesał blond loki. Zmarszczki na czole stały się wyraźne.

– Między wami wszystko okej?

Brat wydął wargi.

– Nie wiem. Chyba tak.

– Chyba?

– O Jezu, Piter… – żachnął się.

– Okej, okej. Nie moja sprawa. – Piotr uniósł dłonie w geście poddania i zajął się kawowym stoutem. Doceniał głębszy bukiet smakowy i odległy finisz z dyskretnie wyczuwalnym wędzonym posmakiem.

– Bywa różnie. – Aleks wpatrywał się w swoją butelkę. Paznokciem próbował podważyć róg etykiety – Ale dogadujemy się.

Piotr wziął łyka piwa.

– Może zadzwoń do niej? – zaproponował.

– Próbowałem z kibla. Nie odbiera. Pewnie już śpi i tyle.

Warot spojrzał w niebo.

– Fajna jest – rzucił. – Pasujecie do siebie.

Aleks pokiwał głową.