Pili w ciszy, już bez muzyki, jedynie z tężejącym zza szpaleru tuj cykaniem świerszczy. Dokończyli trunki i nie tknęli kolejnych butelek.
Piotr stłumił ziewnięcie.
– Dobra, panie. Czas do wyrek.
– Idź, idź, ja sobie jeszcze posiedzę.
– Na pewno?
Aleks kiwnął głową.
– Zgasisz je? – Piotr wskazał na pochodnie.
– Jasne.
– Karolina pościeliła ci w salonie. Przymknę drzwi tarasowe, ale wystarczy, że je popchniesz.
– Starzejesz się.
– Bo się powtarzam?
– Nie nocuję tu pierwszy raz, bratku.
Piotr zrobił dwa kroki po miękkiej trawie w stronę domu, po czym się odwrócił.
– Może koc ci przynieść? Chłodno się robi.
– Taaa… Koc i może jeszcze dla rozgrzewki jakieś ładne dupcie, co? Dwie, góra trzy. – Aleks zarechotał. – Więcej w tym stanie nie zadowolę.
Warot wycelował w niego palec wskazujący i zamarkował wystrzał z rewolweru, po czym dmuchnął w opuszkę.
– Masz Alinę – przypomniał bratu. – Więc się hamuj.
– Jezu, tylko żartowałem – oburzył się młody. – A ty niby co? Taki święty?
Warot poczuł ukłucie w okolicach serca.
– Dobrej nocy, Aleks.
Odwrócił się i ruszył do domu. Był już na tarasie, gdy ponownie usłyszał głos Aleksa.
– Bratku?
– No? – Westchnął.