Znowu spojrzał w okna pokoju Borysa, gdzie jakby na zawołanie zgasło światło. Warot odruchowo zerknął na zegarek. Pięć po pierwszej. Po wakacjach syn nie będzie mógł się tak późno kłaść spać, pomyślał.
– He, he. I wąsik mu się sypnął – dodał Aleks.
– No.
Cykanie świerszczy stało się intensywniejsze.
– Może właśnie na tym to polega, nie? – rzucił młodszy z braci.
– Co takiego?
– Życie.
– Że niby co?
– Że jest jak sraczka. – Rozciągnął usta w uśmiechu. – Leci bez opamiętania. I dlatego trzeba to życie chwytać garściami, kurwa. Gar-ścia-mi, mój bratku. – Rozrzucił energicznie ręce. – Przecież niedawno sami byliśmy dziećmi, nie?
Aleks przystawił butelkę do ust.
Piąta albo szósta z kolei, a mimo to nie czuli się pijani. Piotrowi tylko lekko szumiało w głowie. Oczy Aleksa błyszczały.
Tuż obok na stoliku stał jeszcze talerz z zimnymi już kiełbasami. Młody chwycił jedną z nich ręką, ubabrał w plamie keczupu i odgryzł porządny kęs.
– Trochę ci zazdroszczę – odezwał się z pełnymi ustami.
– To się ożeń z Aliną, wtedy będziesz, tak jak ja, przywódcą stada, głową rodziny – zażartował Piotr, uderzając się w piersi jak goryl.
– Taaa, zaraz głową. – Aleks znacząco klepnął się w tyłek.