Krótko potem, gdy ziewająca Karolina podniosła się z leżaka, Warot przyciszył muzykę. Opatulona kocem, pocałowała męża na dobranoc, pomachała Aleksowi i poszła spać, prosząc braci, by nie siedzieli za długo.
Odprowadził żonę wzrokiem do domu. Kilkanaście minut później światło w sypialni na piętrze zgasło, ale w pokoju Borysa świeciło się w najlepsze. Piotr długo wpatrywał się w okno pokoju syna.
– Boże, jak on się zmienił – zauważył Aleks, szurając bosymi stopami po równo przyciętej trawie i wpatrując się w rozgwieżdżone niebo. Obok leżały przewrócone sandały. – Jeszcze niedawno latał w rajtkach i wołał „bu-bu”. Co tak nazywał?
– Budyń. – Warot się roześmiał.
Doskonale pamiętał ten obraz sprzed kilku lat. Wyświetlał mu się na wielkiej połaci czarnego nieba. Po chwili zauważył Wielki Wóz, a następnie powiódł wzrokiem za poblaskiem punktów wyznaczających Wielką Niedźwiedzicę.
– Nawet nie wiem, kiedy to zleciało – odparł po chwili zamyślenia. – Dopiero co składał lego i recytował rymowanki z książek. I nagle odnoszę ważenie, jakbym wiesz, wyszedł na chwilę do garażu po piwo, a kiedy wróciłem, z uroczego przedszkolaka wyrósł nastolatek pełną gębą.