Najsłabsze ogniwo
Robert Małecki — Literatura

– Nieznośny egocentryk. – Karolina pocałowała go w czubek głowy. Poczuł lekki zapach jaśminu. – Jak idzie pisanie? – spytała, ale mąż milczał.

Na ekranie migał kursor. Tuż nad nim widniało kilka linijek tekstu. Nie lubił, gdy czytała mu przez ramię, ale nic z tym nie zrobił, chociaż mógł zminimalizować okno edytora albo przymknąć laptop.

– Przed „czyli” stawiamy przecinek – stwierdziła.

Przyjrzał się tekstowi, ale nigdzie nie mógł znaleźć spójnika. W końcu nachylił się do ekranu i zmrużył oczy.

– Wyluzuj, żartowałam!

– Zabiję, zakopię w ogródku i jeszcze dostanę odszkodowanie! – Przyciągnął ją do siebie i posadził sobie na kolanach. Pocałowali się. Jej włosy łaskotały go w twarz.

– Aleks się w końcu odezwał? – spytała, gdy wciąż stykali się czołami.

– Mmm… Przysłał esemesa.

– Dobre i to. Chociaż chyba powinien z tobą pogadać.

– Jest skryty.

– Obaj tacy jesteście.

Pocałowała go w usta. Potem wstała i ruszyła w kierunku drzwi.

Odwrócił się za nią.

Stanęła tam ze zwieszoną głową. Rude włosy przysłaniały jej twarz.

– Między nimi wszystko gra? – odezwała się.

– Nie wiem – odparł. – A dlaczego pytasz?

Wzruszyła ramionami.