Najsłabsze ogniwo
Robert Małecki — Literatura

Piotr potarł oczy i ponownie przeczytał wiadomość. Próbował połączyć się z bratem, ale po kilku długich sygnałach odpuścił. Odpisał na esemesa, prosząc o chwilę rozmowy. Raz i drugi. Potem kolejny i kolejny, wreszcie z prośbą o litość wobec zaniepokojonych rodziców.

– Aleks, do kurwy nędzy – szepnął, wysyłając kolejną wiadomość.

Zdążył wstać z fotela, zrobić kilka kroków.

Wreszcie usłyszał znajomy sygnał.

„Dobra, dam im znać”.

„A co u Aliny?”

Tym razem dłużej poczekał na nadejście odpowiedzi.

„Wszystko git. Luzuj majty. Nara”.

Odetchnął.

„Mama zrobi dla was pierogi. Podrzucę jutro, okej?” – wysłał kolejną wiadomość, a w odpowiedzi otrzymał ikonę uniesionego kciuka.

Mimo to odetchnął pełną piersią.

Nie usłyszał, kiedy do pokoju weszła Karolina. Gdy się odezwała, niemal dostał zawału.

– Jezu, nie chciałam cię wystraszyć. – Zaśmiała się.

– Powinienem spisać testament. – Złapał się za serce.

– Żebyś mnie nie pominął, zrobię to za ciebie. A ty dokończ powieść.

– Z ostatnią wolą pójdzie mi szybciej.

– Ale nikt nam za nią nie zapłaci. – Położyła mu dłonie na karku i delikatnie rozmasowała zbolałe mięśnie.

– Paskudna materialistka. – Przymknął powieki i spróbował się odprężyć.