Biegnie z powrotem na wzniesienie. Cholerne pudło z klockami obija mu się o nogi. Wszędzie wpada na dzieci. Rozgląda się desperacko, jednocześnie stara się uspokoić, bo panika na pewno mu nie pomoże. Jednak Ossiana tu nie ma.
Żadne z dzieci nie jest jego synem.
Tom robi wielkie oczy, widząc powracającego Fredrika. Wydaje się, że od razu zrozumiał.
– Przecież on tu musi być – mówi Fredrik, upuszczając torbę z pudłem, żeby móc się poruszać szybciej.
Tom wypytuje dzieci znajdujące się najbliżej, czy któreś widziało Ossiana. Domki do zabawy. Mógł się tam schować. Fredrik biegnie tam, ale z daleka widzi, że są puste. Gdzie jeszcze mógłby… Chyba nie poszedł między drzewa? Sam? Ktoś powinien był to zauważyć?
Felicia.
Powiedziała, że przedtem widziała Ossiana.
Fredrik wraca do Toma i pozostałych dzieci. Z wysiłku drapie go w gardle, pot leje mu się z czoła i po kręgosłupie. Felicia, posługując się wiaderkiem, buduje wieżę z piasku. Jak gdyby nigdy nic. Jakby świat nie rozpadał się właśnie na kawałki.