Katharsis
Maciej Siembieda — Kryminalne i sensacyjne

Jeden ze sturmmanów zareagował, wyjął zapałki i zagrzechotał nimi z promiennym uśmiechem. Kilka sekund później jego dwaj towarzysze z papierosami w ustach pochylili się nad płomieniem i wtedy rozległ się pierwszy strzał.

Śniady funkcjonariusz organizacji Todt, który na moment spuścił esesmanów z oczu, natychmiast spojrzał w ich stronę. Jeden z żołnierzy osunął się, jakby nagle utracił władzę w nogach. Papieros odkleił się od jego warg, upadł i potoczył po kamieniach. Muzułmanin odprowadził dymiącego juna wzrokiem i dopiero po chwili zrozumiał, że strzela oficer SS. Prosto w głowy swoich ludzi.

Ostatni z nich, który miał sekundę przewagi, spróbował odskoczyć, dlatego kula oderwała mu kawałek skalpu z boku czaszki. Oficer skrzywił się z niesmakiem i wypalił jeszcze raz. Tym razem w środek czoła. Po czym powoli odwrócił się w stronę Muzułmanina, unosząc pistolet w wyprostowanej ręce, aby dokładnie zgrać przyrządy celownicze.

I wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Frontführer organizacji Todt zrobił krok w jego stronę.

– Nic z tego – powiedział spokojnie. – Wystrzelałeś wszystkie osiem pocisków. Liczyłem. Trzeba było nie dobijać więźniów.