Katharsis
Maciej Siembieda — Kryminalne i sensacyjne

Zwłoki były lekkie. Wychudzone i wynędzniałe, dlatego żołnierze SS nie mieli z nimi kłopotu. Przeciągali rozstrzelanych pod burtę, a następnie jeden chwytał zabitego pod ramiona, drugi za nogi, unosili, wykonywali kilka bujnięć i na trzy wrzucali ciało na ciężarówkę. Trzeci ze sturmmanów, stojący na pace, przesuwał je w głąb. Zszedł dopiero wtedy, gdy trzeba było podnieść rosłego więźnia w prawie nowym pasiaku, tego, który umieszczał pojemniki wewnątrz bunkra.

Skończyli i wycierali dłonie z krwi beretami ściągniętymi z głów zabitych.

Oficer SS z miną wyrażającą aprobatę dla dobrej roboty podszedł do nich, trzymając w dłoni paczkę papierosów. Esesmanom rozbłysły oczy. Nie palili od wielu dni. Normalne. Byli doświadczonymi żołnierzami i wiedzieli, że kiedy zbliża się front, najpierw musi upaść system dostaw. Służby kwatermistrzowskie trzęsą portkami i wariują. Brakuje opatrunków, amunicji, jedzenia. O papierosach nie wspominając.

Wyciągnęli chciwie po jednym, ale oficer SS zachęcił ich, aby poczęstowali się jeszcze raz, na później. Nie wiedzieli, jak dziękować. Darczyńca schował paczkę juno, obmacał kieszenie i rozłożył dłonie w bezradnym geście. Nie miał zapalniczki.