Katharsis
Maciej Siembieda — Kryminalne i sensacyjne

Zza drzewa, rosnącego tuż obok wejścia do podziemnego magazynu, wyszedł wysoki mężczyzna w rudym mundurze i sukiennym płaszczu organizacji Todt. Nosił opaskę ze swastyką i naszywki frontführera, ale nie wyglądał na Niemca. Miał skórę w kolorze herbaty, oczy jak dwa kawałki węgla i usta układające się w drapieżny grymas, podkreślony czarną kreską podgolonych wąsów, połączonych z mauretańską bródką. Przypominał postać z biblijnych rycin, chociaż jeden szczegół wyraźnie temu zaprzeczał. Funkcjonariusz Todta obracał w palcach paciorki, które ksiądz z łatwością rozpoznał. To był muzułmański różaniec.

Więzień przeniósł zdziwiony wzrok na twarz funkcjonariusza, a wtedy śniady frontführer odezwał się czystą niemczyzną, zmiękczoną arabskim akcentem.

– Zejdź na dół i przynieś jeszcze jeden pojemnik. Potem będziesz mógł odpocząć.

Ksiądz pokornie skinął głową i podziękował bladym uśmiechem. To był naprawdę poranek cudów.

Schodząc, odwrócił się na kilka sekund i zauważył, jak muzułmanin w rudym mundurze pochyla się nad otworem podziemnego magazynu i sprawdza metalową klapę zamykającą wejście.