Katharsis
Maciej Siembieda — Kryminalne i sensacyjne

Więzień rozważnie stawiał kroki, wykorzystując wykroty i korzenie jodeł jak stopnie schodów ułatwiających wspinaczkę. Mimo dotkliwego chłodu pot płynął mu po grzbiecie, wygiętym niczym harfa, której struny napięte są tak mocno, że mogą wydać tylko jęk. Dyszał ciężko i przystawał co kilka kroków, rozglądając się bojaźliwie, ale nikt go nie poganiał.

Na miejsce dotarł po dwudziestu minutach. Upadł na kolana i rękami drżącymi z wysiłku podał pojemnik rosłemu człowiekowi w prawie nowym pasiaku, który wyłonił się jak spod ziemi i przejął stalowy walec. Objął zasobnik potężnym ramieniem i mocno przycisnął do piersi, a następnie – przytrzymując się wolną ręką poręczy wmurowanej w beton – zszedł po metalowych szczeblach w głąb bunkra.

Ksiądz zdjął beret, który znów przysłaniał mu widok, wytarł rękawem pot zalewający oczy i wówczas zdumiał się po raz drugi.